POKOCHAJ

Zbuduj psom DOM!

Pomóż Mateuszowi!

 

 

Mateusz ma 10 lat. Jest jednym z tych dzieciaków, które nauczone były od małego wspierać innych. Ta można powiedzieć obserwując go z boku. Jednak my znając go od wielu lat, wiemy, że po prostu ten mały dżentelmen ma zwierzaki we krwi – a konkretnie psy. Pomagał nam jeszcze w Wojnowie, ledwo odrósł od ziemi. Dziś, wraz ze swoją mamą, z dwójką rodzeństwa, przejechał 200 km wraz z nami psami, które przenieśliśmy do nowego ośrodka pod Sobótką. I to tu, zamiast przed monitorem komputera, spędza każdy dzień z ogromnym uśmiechem na małej buzi. Pomaga sprzątać, wyprowadzać psy, nosi deski, dolewa wody, jest ich małym fryzjerem, a przede wszystkim daje im swoje dziecięce serducho. Pytaliśmy ostatnio Mateusza co chciałby na urodziny, bo wiemy, że marzył o nowym rowerze. Chciałby się nauczyć jeździć konno, ale potrzebny jest kask i kamizelka. Chciałby pojechać do Disneylandu. Jednak nie było dla nas zaskoczeniem, kiedy Mateusz powiedział, że wkurza go, że nie ma gdzie wychodzić z psami, i chce mieć wreszcie wybiegi, bo lubi się bawić z psami, a nie chodzić ciągle na smyczy.

Mateusz wraz z nami prosi Was o nowy dom, dla naszych 50 psów.

Aktualizacja:

Kochani, mamy już prawie 10 000, mogliśmy przetransportować kilka kolejnych psów, bardzo Wam za to dziękujemy. Nadal mnóstwo psów czeka na transport, ale muszą mieć gdzie zamieszkać, nadal zbieramy fundusze na wybiegi dla nich. I nadal czekamy na wolontariuszy, którzy już zaczęli się zgłaszać. Nasze kochane psiaki czekają też na adopcje! Prosimy, pomagajcie, a jeśli nie możecie wpłacić – udostępnijcie u siebie na tablicy! Razem mamy wielką moc!

 

Zbuduj psom DOM!

Piękny, zielony (bo akurat początek jesieni) i własny. A przede wszystkim właśnie własny. Nasze psy wiele lat spędziły w Wojnowie pod Zieloną Górą. Mieszkało tam ich około 50. Czasem szły w adopcje, czasem nikt ich nawet nie oglądał – bo tak to bywa z kundelkami, które przechodzą przez życie bez tak ważnego dokumentu, jakim jest rodowód. Niestety, szukając psa bardzo rzadko szukamy go właśnie w schronisku. Argumenty są mniej lub bardziej racjonalne, ale to tak naprawdę niczego nie zmienia z punktu widzenia psów – spędzają życie nie mając swego jedynego, ukochanego Pana.

W Wojnowie nasze psy miały dobre życie, nawet bardzo dobre. Oczywiście na tyle, na ile dobre może być życie bez swego ukochanego Pana, dla którego bije psie serce przez całą dobę, dla którego macha psi ogon i dla którego się w ogóle żyje. Miały życie w lesie tuż przy stajni, gdzie kojce były duże, drewniane, budy ocieplane, wybiegi wśród cienia drzew, gdzie latem słońce nie doskwierało, a zimą nie było śnieżnych zamieci.

Ale Wojnowo umarło, tak naprawdę w 2014 roku wraz z dniem, kiedy odszedł Krzysztof – ten, który zarządzał całym ośrodkiem i przez prawie 10 lat prowadził tam z zaangażowaniem wolontariat. Wtedy, w marcu, umarły tez nasze marzenia o potędze Wojnowa – małej, malowniczej wsi gdzie dwie ulice łączy jeden sklepik, ale gdzie zwierzęta mały swój skrawek raju, od lasu aż po brzeg jeziora. Zabraliśmy w jeden dzień wszystkie konie, ale mając nadzieję, że nasz psi azyl przetrwa – pozostawiliśmy psy pod opieką Ewy, która prowadziła nam azyl z ogromnym oddaniem od tych prawie 10 lat. Niestety, ogromna odległość sprawiała, że trudno nam było wspierać Ewę w tej opiece. Dzieciaki, które były na wolontariacie za życia Krzyśka teraz mają już swoje dzieci – i przestały bywać u naszych czterech łap. Ostatnią rzeczą, jaką Krzysiu zdążył zrobić, było dokończenie azylu – jakby postanowił zrobić psom raj, zanim odejdzie na drugą stronę paść nasze konie na wiecznie zielonych pastwiskach. Minęły jednak prawie cztery lata – i ośrodek oddalony od nas tyle kilometrów nie rozwinął się. Tak bywa, kiedy zabrakło tego, który tworzył na miejscu klimat i serce, który budował, bił gwoździe, kochał swoją pracę i nasze zwierzęta. Namawialiśmy Ewę wielokrotnie, aby choć jest silna kobietą -oparła się o nas i przeniosła wraz z psami do nas pod Wrocław.

Dopiero tego lata, kiedy dwukrotnie ukradziono nam agregat, a policja rozłożyła ręce nie znajdując sprawcy – Ewa dała się namówić, aby wraz z trójką swoich dzielnych chłopaków i mężem przenieść się do nas, pod Wrocław, gdzie będziemy w stanie naprawiać sami kojce, fotografować i opisywać psy do adopcji, aktywniej szukać im domów, reaktywować wolontariat i wreszcie wrócą intensywne spacery, zabawy i kąpiele. Wierzymy, że Krzysiek z uśmiechem spojrzy z góry na naszą przeprowadzkę i „z chmur” będzie trzymał za nas kciuki. Bo kiedy jedne drzwi się zamykają, inne stoją już otworem – i trzeba iść na przód. Wszyscy, którzy znali naszego Krzysia wiedzą, że poparłby naszą decyzję i przeprowadzce.

Potrzebujemy teraz jednak Waszej pomocy – kupiliśmy już dzięki Wam część kojców, ale ciągle brakuje około 30 sztuk. Kojce wybudowane przez naszego Krzysia nie nadają się do rozbiórki i transportu, są już bardzo zniszczone i są „własną” piękną konstrukcją, która powoli nosi na sobie coraz większy ząb czasu. Planowaliśmy zakup nowych kojców do Wojnowa, ale teraz mamy podwójne wyzwanie – chcemy i musimy zbudować azyl pod Sobótką, gdzie będzie ogrom terenu i bliskość dużego miasta. Mamy miejsce na wybiegi, mamy miejsce na kojce, chcemy zadaszyć psiakom mały plac zabaw, gdzie będą mogły przesiadywać w deszczowe dni wraz z wolontariuszami. Pomóżcie nam zbudować ich DOM, taki prawdziwy, gdzie będą naprawdę szczęśliwe, a ich życie nie ograniczy się do ich kojca.

Poznaj historie kilku z naszych podopiecznych (kliknij na zdjęcie):

CZESIO – kiedyś i dziś

 

KAJTUŚ – kiedyś i dziś

 

AISZA – kiedyś i dziś

 

PERŁA – kiedyś i dziś

 

REKSIO – kiedyś i dziś

 

TEO – kiedyś i dziś

 

Wrocławiu, a Ty kochany szykuj rzesze wolontariuszy! Nasze psy bardzo ich potrzebują!

Zakup 30 kojców, budowa ogrodzeń na wybiegi, ogrodzenie całego terenu siatką, budowa ocieplonych bud (kilka nadaje się jeszcze do użytku, ale większość trzeba zbudować od nowa), budowa zadaszenia dla wolontariuszy do zabaw i czyszczenia psów – to wszystko koszt około 45 000- 50 000 zł. Prosimy, pomóżcie! My może ofiarować swój czas i pracę, zaangażujemy mieszkańców Sobótki do pomocy – ale musimy zakupić wszystkie materiały.

Jeśli nie możesz nas wesprzeć, udostępnij nasz apel o budowę azylu dla czterech łap. Twoje zaangażowanie jest teraz na wagę złota!

 

Fundacja Centaurus działa w imieniu zwierząt od 2006 roku. Jest organizacją non profit. Centaurus to blisko 1000 ocalonych koni, 50 osiołków, paręset psów, wiele kotów, liczne zwierzęta gospodarskie. One wszystkie żyją dzięki takim osobom jak Ty. Bez tego wsparcia ratowanie nie byłoby możliwe.
Dziękujemy!

ZOBACZ POZOSTAŁE ZBIÓRKI
Potrzebne środki:45000 zł
Do tej pory zebrano:12697 zł
TWOJA DAROWIZNA

29%
POKOCHAJ

Czym jest serwis PoKochaj?

Nie jest to nic innego, jak społecznościowa platforma wspierania i ratowania istnień. Istnień, które pomocy potrzebują.

Jak działa PoKochaj?

To proste! Wystarczy przy kliknąć WESPRZYJ przy odpowiednim zwierzaku. Możesz przelać dowolną kwotę!

Jak sprawdzić,
czy zwierzę otrzyma pomoc?

To też bardzo proste! Wystarczy o kontakt telefoniczny, wyślemy zdjęcia opiszemy na jakim etapie jest pomoc.
Fundacja Centaurus

Fundacja Centaurus

ul. Wałbrzyska nr 6-8
52-314 Wroclaw

kontakt@centaurus.org.pl
tel. 518 569 487 lub 518 569 488
PKO BP 15 1020 5226 0000 6002 0220 0350

Dla wpłat zza granicy i wpłat stałych (Raiffeisen Bank):
PL36 1750 1064 0000 0000 2257 6747 (wpłaty w PLN)
PL17 1750 1064 0000 0000 2257 6798 (wpłaty w EUR)

Dziękujemy za każdą pomoc!